Lago di Sorapis – któż nie kojarzy turkusowego jeziora w otoczeniu strzelistych szczytów. Zapragnęliśmy dotrzeć do tego raju i zweryfikować, czy na żywo jest tam równie pięknie, co na zdjęciach. Większość opisów w internetach sugeruje wędrówkę z Passo Tre Croci, niby najlepiej, ale na szlaku jest kilka eksponowanych miejsc. Nie wiedząc o jakiej ekspozycji mowa, wybieramy szlak stricte trekkingowy, aczkolwiek dający nieźle w kość pod względem przewyższenia. Numerek 217 z okolic Hotelu Cristallo - oto nasz wybór.
Kierunek Sorapis |
Widokowa polanka |
Lubię te kontrasty |
Skalna ściana i wodospad |
Widoki ze szlaku |
Dokładnie tak sobie to wyobrażałam |
Paradise |
Dito di Dio (Palec Boga) |
Turkusowa woda zawdzięcza kolor wapieniom |
World is mine 😃 |
Droga powrotna zajmuje nam 1h 30 minut, idziemy tym samym szlakiem, więc mierzy również 5 kilometrów. Do samochodu docieramy w promieniach słońca, aczkolwiek na niebie już pojawiają się ciemne kłęby chmur. Mieliśmy nosa – nim dojedziemy do Cortiny, deszcz przeplata się z piorunami nad całą wschodnią częścią Dolomitów…
Lago di Sorapis to klasyk i każdy kto w Dolomity się wybiera, po prostu musi tam dotrzeć. Polecam również opisany szlak dla osób walczących z lękiem wysokości i bojących się ekspozycji na trasach z Tre Croci – tutaj spokojnie dacie radę, najwyżej złapiecie zadyszkę 😉
To tym samym ostatni trekking w Dolomitach i z łezką w oku żegnam Camping Rocchetta, góry, Włochy, ich pyszne jedzenie i wyborne wino... Za żadne skarby nie chcę stąd wyjeżdżać, a jednocześnie czuję, że wrócę szybciej niż się spodziewam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz